czwartek, 5 marca 2020

Rozdział IX (Dominika Brońska)


     Zapadła cisza, głucha i długa cisza. Słychać tylko przyspieszone oddechy  i walące serca. Chłopcy rozejrzeli się po pomieszczeniu. Wszędzie ustawione były figurki kotów, na ścianach obrazy kotów, podłoga pokryta była czerwonym dywanem,  na nim porozstawiane były różne kocie zabawki. Największy posąg przedstawiał wielkiego kota z koroną na głowie. Igor stał cały spięty i  nieruchomy, na jego twarzy pojawiły się czerwone wypieki. Piotrek nie spuszczał oczu z dziewczyny i kota. Swoją drogą, tajemnicza dziewczyna była bardzo piękna, miała zielone oczy i czarne, długie włosy związane w warkocz, miała w sobie coś magicznego.
- Co się dzieje? - Olek wydobył z siebie słowa przez zaciśnięte zęby. Tylko na tyle się odważył.
- Cisza!- wykrzyknęła dziewczyna
- Znajdujecie się w „kociej świątyni”. Od teraz Ryszard będzie waszym panem. Co tak stoisz jak słup soli?- warknęła piękność w kapturze w stronę Igora.
- Ja, ja, ja…. się boję kotów, na dodatek mam na nie uczulenie - odpowiedział Igor przez łzy.
- Hahahaha – roześmiała się dziewczyna, a jej śmiech rozniósł się po całym pomieszczeniu.
Był groźny, a zarazem słuchać w nim było muzykę. 
- Czego od nas chcesz, wiedźmo?! - z całych sił wrzasnął Piotrek. Tak naprawdę porywaczka nie wyglądała jak wiedźma, ale Piotrek nie chciał, aby zorientowała się,  że się jej boi.
- Milczeć! Od teraz będziecie usługiwać Ryszardowi. Każdy z was będzie dbał, aby koci król był zawsze najedzony i zadowolony.
- O nie, chcę się stąd wydostać, zrobimy wszystko, co chcecie, tylko błagam, wypuście nas stąd - wyszeptał Igor.
- Nie możecie nas tutaj trzymać, nasi rodzice już nas szukają -  wtórował mu Olek.
- I wtedy dopiero popamiętacie -  wykrzyknął Piotrek.
- No proszę, proszę…. – było słychać  słowa podobne do mruczenia.
- Co to? Kto to? Co się dzieje? - zgodnie wykrzyknęli chłopcy i złapali się za ręce.
- To ja, wasz koci król Ryszard.
     Zwierzę podeszło do chłopców, zaczęło ich wąchać i ocierać o  ich nogi.
- Mimo, że trzęsiecie się jak galareta, wyczuwam, że macie w sobie dużo odwagi – mówiąc to, kot wskoczył na ramiona chłopców… odwaga, czyste serca i prawdziwa przyjaźń - wymruczał.
Dziewczynie zabłysnęły oczy:
- Ryszardzie, chyba nie myślisz o tym, co ja?- wyszeptała
- Moja wierna, kochana Anastazjo. Jesteś najcudowniejszą istotą jaką znam. Jednak twoje serce stało się twarde jak kamień i do dzisiejszego dnia nie udało się tobie odnaleźć magicznego kamienia, który pozwoli nam w końcu wrócić na naszą Planetę.
       Na twarzy Anastazji pojawiły się wypieki, które mogły być oznaką złości, ale tak naprawdę okazywały także nadzieję. „Cudowna Anastazja” - pomyślał Piotrek. Dziewczyna uklęknęła na podłogę i mocno przytuliła się do Ryszarda, a ten wyszeptał jej coś na ucho. Niestety chłopcy nie usłyszeli jego słów. Po chwili Anastazja i kot zwrócili się przodem do przyjaciół. Opowiedzieli o wspaniałym życiu na planecie Nidavenir, gdzie panowała miłość, dobro, ludzie wzajemnie sobie pomagali, odbywały się huczne imprezy pełne tańców i śpiewów. Jednak pewnego dnia mężczyzna o imieniu  Jok rzucił urok na władcę Ryszarda i zamienił go w kota. Nie wiadomo, co było powodem jego zachowania, wszyscy mieszkańcy starali się być dla niego mili. Ryszard i Anastazja byli władcami Nidavenir, szczęśliwie w sobie zakochani. A teraz zostali odesłani przez Joka na Ziemię. Urok może zmienić tylko zielony kamień ukryty w miejscu, gdzie wzrok nie sięga, uszy nie słyszą, a tylko przyjaźń, odwaga, dobre serce są w stanie go dostrzec.
      Przyjaciele spędzili w kocim królestwie jeszcze dużo czasu, poznali wszelkie wskazówki, patrzyli na rozrysowane mapy, zagadki i rebusy.  Dowiedzieli się, że o wystrój świątyni zadbał podstępny Joko, tak , aby Ryszard i Anastazja od wschodu do zachodu Słońca musieli cierpieć, przyglądając się kotom. Anastazja okazała się bardzo miłą dziewczyną, Ryszard mądrym mężczyzną pod postacią kota. Co ciekawe, Igor wyleczył się z alergii i  strachu przez czworonogiem. Chłopcy zgodnie postanowili, że pomogą w odnalezieniu kamienia. Ruszyli zatem….

czwartek, 20 lutego 2020

Rozdział VIII (Oliwia Staniszewska)


     Trójka przyjaciół stała przez moment w ciszy. Wszyscy troje opierali się o zamknięte drzwi. Żaden z nich nie wiedział, dlaczego to robią. Być może bali się „małych kotków w piwnicy”, pomimo że nikt i nic nie powinno im zagrażać, a może to z szoku po tej niecodziennej propozycji. Nie mogli otrząsnąć się na tyle, by zrobić inny ruch. Stali przerażeni i wpatrywali się w przyjaciół.
- To co zrobimy? - zapytał Olek, przerywając ciszę. 
Chłopak był wystraszony, ale nie na tyle, aby nie zapytać o dalszy plan działania. Sam niestety nie potrafił w tym momencie nic wymyśleć.
- Może poczekamy na rodziców Piotrka? - zaproponował Igor. 
Był to dobry pomysł z jednym wyjątkiem, który rujnował cały plan. Zauważył to Piotrek.
- Dobry plan, ale rodzice wrócą o 15-tej, a jest dopiero 11-ta.
- To psuje cały plan, musimy wymyśleć coś innego - powiedział zawiedziony Olek. 
Przyjaciele stali dłuższą chwilę, zastanawiając się lub udając, że zastanawiają się nad nowym pomysłem. W końcu ciszę przerwał Igor.
- Mam plan! - wykrzyknął Igor z dumą w głosie.
- Jaki?! - zapytali jednocześnie Olek i Piotrek.
- Ostatnio byliśmy w Biedronce, to może teraz pójdźmy do Lidla?
- Naprawdę kreatywne, Igor - powiedział sarkastycznie Olek.
- Tak, nikt na to nie wpadł. Na pewno nie myśleliśmy nad czymś, co polegałoby na zmianie sklepów. NA PEWNO - podsumował Piotrek.
      Piotrek i Olek zaczęli klaskać, lecz zdali sobie sprawę, że to jedyny pomysł i niestety będą musieli się na niego zgodzić. Nikomu nie chciało się myśleć, aby wpaść na coś sensowniejszego. Niechętnie przyznali rację Igorowi. Całą trójka udała się z domu Piotrka w stronę Lidla. Mieli szczęście. Dom Piotrka był w niewielkiej odległości od sklepu. Po około 10 minutach byli u celu. Zatrzymali się na parkingu przed marketem.
- Tak w ogóle, to co tu będziemy robić i po co tak właściwie tu przyszliśmy? -zapytał Olek.
- Po pierwsze nie wiem, co będziemy robić, a po drugie przyszliśmy tutaj, bo i tak nie mieliśmy innego planu. Był to nasz jedyny pomysł -powiedział Piotrek.
- Ej, patrz! -krzyknął Igor, palcem pokazując Wróżbitkę. 
     Zanim reszta cokolwiek zdołała powiedzieć, Igor biegł już w jej stronę. Olek i Piotrek powoli do niego doszli. Wiedzieli, że trzeba go pilnować, bo czasami zachowuje się jak niesforny trzylatek, który najpierw robi, a dopiero później myśli. Jednak nikt w szkole i w domu o tym nie wiedział, bo umiał się pilnować. Tylko przy przyjaciołach się zdradzał. Po chwili chłopcy stali obok siebie.
- Cześć. Chcecie, abym powróżyła wam z ręki? Jestem Krasnalica Ogrodowa Cyganica, w skrócie cygańska wróżbitka - powiedziała Ona.
- No, może, a kto to? -zapytał Olek, pokazując dziewczynę stojącą obok kobiety.
- A, ona. To moja koleżanka. Razem patrzymy, ilu ludzi jest zainteresowanych wróżbą - odpowiedziała Cyganica.
- Serio?!jest to wam potrzebne?- zapytał \Piotrek
- W sumie to nie, chociaż teoretycznie tak - plątała się w odpowiedzi koleżanka wróżbitki.
- Nie czy tak, nieważne. Chcecie tą wróżbę? -szybko zareagowała Krasnalica. 
Na tyle szybko, aby trójka przyjaciół nie zdążyła zadać kolejnego pytania.
- Tak - powiedział stanowczo Igor.
- To zapłać 2 złote i podaj rękę - powiedziała bez zastanowienia Cyganica.
     Igor posłusznie podał jej 2 złote oraz rękę. Wróżbitka zaczęła jakieś rytuały. W skrócie były to jakieś wierszo-modły. Reszta magii polegała na staniu w kapturach i mówieniu czegoś bliżej niezrozumiałego dla chłopców. Jedynie co zapamiętali z jej słów to „Spiderus” i „Ryszard”.
- Ok. mam wyniki - powiedziała po krótkiej chwili Krasnalica Ogrodowa Cyganica.
- Jakie? - dopytywał się Igor.
- Strzeż się mafii Ryszarda ze Spiderusem - wyszeptała złowrogo wróżbitka. Wszyscy zamarli i stali w ciszy. 
- He! He! He, pewnie błąd w cygańskiej magii  – nerwowo powiedziała koleżanka i zaczęła się dziwnie śmiać. Nagle odeszła na pewna odległość. Krasnalica Ogrodowa Cyganica pożegnała się pospiesznie i dołączyła do koleżanki.
- To było jakieś dziwne - stwierdził po chwili Olek.
- Prawda. Ale pamiętaj, że to tylko wróżba za 2 złote - powiedział Piotrek.
- Sama wróżba, to nic, ale co z ta cygańską magią?- zapytał trochę przestraszony Igor. 
     Piotr wątpił w działanie tego rodzaju magii. Zaczął się zastanawiać nad czymś ważniejszym w tej chwili. Co teraz zrobią i gdzie pójdą. Chłopak nie miał ochoty iść do domu, ale nie miał pomysłu.
- Gdzie teraz pójdziemy. Szczerze, to nic nie mamy do kupienia w Lidlu, a takie stanie na parkingu jest nudne - skwitowała Piotrek.
- Możemy iść do parku. Zastanowimy się nad sensem tej dziwnej wróżby - odpowiedział szybko Igor.   
     Piotrek jednak nie wierzył, że wróżba może mieć jakikolwiek sens, podobnie jak cygańska magia, ale spodobał mu się pomysł pójścia do parku. Zgodził się od razu. Po krótkim namyśle Olek też się zgodził. I tak trójka przyjaciół powędrowała w stronę najbliższego parku. Po kilku minutach chłopcy dotarli przed wejście. Gdy je przekroczyli, ujrzeli jak zwykle kilka rzędów ławek, krzewy, drzewa, ścieżkę. Było jednak coś jeszcze. Na jednej z pierwszych ławek nie siedziały jak zwykle panie Edzia z Jolą zajęte dyskusją. Siedział tam ktoś inny. Nie byłoby w tym nic takiego dziwnego, gdyby nie to, że te osoby wydawały się Piotrkowi znajome. Przez moment wydało mu się że to Krasnalica i jej koleżanka. Były łudząco podobne. Jedyna różnica to inne płaszcze. Zanim zdążył pomyśleć, jedna z tych dziwnych osób podeszła do nich.
- Cześć. Wiem o waszej wróżbie. Chcecie poznać jej szczegółową treść? - zapytała się osoba w płaszczu. 
Piotrek chciał się chwilę zastanowić, ale Igor się odezwała pierwszy.
- Tak - powiedział bez najmniejszego zastanowienia. 
     Osoba w kapturze i płaszczu szybko wyciągnęła trzy zdjęcia i podał po jednym każdemu z trójki przyjaciół. Piotrek spojrzał na zdjęcie. Był na nim biały pająk z czarnymi ramionami i czerwonymi ustami.
- Oto Spiderus z wróżby. Chyba był w jakieś bajce, czy czymś takim, ale to nie jest ważne - powiedziała nieznajoma.
      Piotrka jednak bardziej niż Spiderus ciekawiła tożsamość osoby w kapturze i płaszczu. Już chciał zadać to pytanie, lecz poczuł środki nasenne, a potem worek na głowie. Dalej nic nie pamiętał. Obudził się dopiero w jakimś nieznanym mu pomieszczeniu. Jedyną rzeczą, z której się ucieszył to to, że byli tam z nim Igor i Olek. Znajdowali się koło wielkiej rzeźby białego pająka, którym był rzekomo Spiderus ze zdjęcia. Wokół rzeźby stało mnóstwo osób w kapturkach. Wszystkie te osoby oprócz kapturków charakteryzowało to, że wszyscy T-poseowali, ale jedna postać się wyróżniała. Była to osoba w płaszczu, ta, która pokazywała im zdjęcia w parku. Teraz miała ściągnięty kaptur i było widać, że jest dziewczyną. Wyróżniała się tym, że trzymała młodego szaro-kremowego ciemno pręgowanego Kocurka z bursztynowymi oczami, czarną końcówką ogona, bursztynowymi oczami i rudym nosem, jasnokremowym (ale nadal pręgowanym) brzuchem, bielszą szyją (ale bez krawacika), rudymi policzkami oraz chudą i zwinną sylwetką, ciemnymi poduszkami łap, jedną pręgą zaczynającą się na pyszczku, a kończącą przy ogonie, bielutkimi zębami i czerwono-rudo-ciemnym noskiem i różowym języczkiem.
- Jak widzicie, złapaliśmy jakieś randomowe pięćset plusy. Szybko zróbmy coś z nimi, bo Ryszard się niecierpliwi - powiedziała dziewczyna, trzymając kocurka. Kocurek cicho miauczał i burczał, machając łapką i ogonkiem. Piotrek domyślił się, że to on jest tym niecierpliwym Ryszardem.

czwartek, 23 stycznia 2020

Rozdział VII (Mateusz Łakomy)


    Chłopcy po spotkaniu z porywaczami przez tydzień zostali w domu i nie musieli chodzić do szkoły, ponieważ zachorowali. Igor co chwilę kichał, Olek kaszlał prawie cały czas, a Piotrek przestał mówić, z czego najbardziej cieszyli się jego rodzice.
- Szkoda, że jutro musimy wrócić do szkoły - powiedział Piotrek, gdy się spotkali.
- A-psik! I tak długo, a-psik! pozwolili nam siedzieć - odpowiedział Igor.
- No i ta kartkówka z angielskiego - odezwał się Olek.
- Ty to umiesz pocieszyć, a-psik! Nawet mi nie przypominaj.
W poniedziałek chłopcy zasmuceni przyszli do szkoły, a tu dobra wiadomość.
- Ej, wiecie, że pani zachorowała i nie będzie kartkówki - powiedział Wiktor.
- No nie gadaj, to po co się tyle uczyłem? -jęknął Olek.
Na lekcji matematyki pani powiedziała następujące słowa:
- Wyciągamy karteczki!
- O nie - jęknęli wszyscy.
     Pani nic nie powiedziała i zaczęła pisać zadania na tablicy. Na biologii były karty pracy na ocenę, na języku polskim środki stylistyczne (na ocenę), a z historii pan brał do tablicy. WF również nie był łatwy - tor przeszkód - oczywiście na ocenę. Po tak ,,spokojnym" dniu w szkole, chłopcy wlekli się do domu. Gdy dotarli do Biedronki (codziennie niskie ceny) weszli do środka, żeby kupić coś słodkiego. Wychodząc ze sklepu, usłyszeli:
- Chłopcy chcecie zobaczyć małe kotki w piwnicy?
- W NOGI!!! - wrzasnął Igor i pobiegł w stronę domu Piotrka. Koledzy od razu ruszyli za nim. Udało im się dobiec do domu Piotrka i zamknąć za sobą drzwi.
- To chyba był porywacz - stwierdził Piotrek.
- Ale jak udało mu się uciec? - zapytał Igor.
- Nie wiem, ważne, że my mu uciekliśmy jemu - powiedział Olek.
- I co teraz? - zapytał Piotrek...


piątek, 17 stycznia 2020

Rozdział VI (Mikołaj Braciszewski)


      Policja zignorowała zgłoszenie, bo mieli przerwę na pączki. Stwierdzili, że oddzwonią rankiem następnego dnia. Tymczasem porwani chłopcy przemieszczali się w furgonetce trasą dla nich nieznaną. Nie wiedzieli, czym kierowali się porywacze i w jakim celu zostali oni uprowadzeni.
- Co tu się dzieje!?!?!?!? - zaczął głośno krzyczeć Olek, marszcząc brwi.
- Gdzie nas zabieracie?!? - stanowczo zapytał Igor - Nasi rodzice na pewno nas już szukają!!!!!!!!!


    Mężczyźni nic nie odpowiedzieli tylko roześmiali się głośno. Przerażeni chłopcy w akcie desperacji przekrzykiwali się i wzajemnie obarczali winą, który to z nich wpadł na nierozważny pomysł oglądania kotków w piwnicy nieznajomego faceta.
- Zachowaliśmy się jak trzyletnie dzieci – podsumował Piotrek.
- Zginiemy – powiedział nerwowo Igor.
- Telefony zostały w plecakach, a plecaki w sklepie zoologicznym – dorzucił Olek.
- Nie dramatyzuj, trzeba znaleźć wyjście z tej sytuacji – uspokajał Piotrek.
W tym momencie jeden z porywaczy powiedział:
- Heniek, patrz jakie drifty!
- Szybciej, szybciej - popędzał drugi porywacz
    Samochód jechał z dość dużą prędkością. Nagle rozległ się głośny pisk opon i auto z całym impetem wpadło do rzeki.
- O rany!  Moja głowa - syknął Olek.
- Nic ci nie jest? - zapytał zaniepokojony Piotrek.
- Ruszajcie się! Tylne drzwi odpadły! - wrzasnął Igor.
     Przyjaciele zdołali się uwolnić i dotrzeć do pobliskiej komendy policji. Funkcjonariusze, widząc przemoczonych chłopców, zawiadomili ich rodziców. Policja wkroczyła do akcji i ustaliła miejsce rozbitego auta. Szybko zatrzymano uciekających porywaczy. Okazało się, że chłopcy, będąc na wycieczce w Anglii w jednym z muzeów znaleźli małą dyskietkę, która wypadła pewnemu mężczyźnie z ręki. Próbowali oddać zgubę, lecz nauczyciel wołał już klasę do wyjścia. Piotrek, nie mogąc znaleźć kosza na śmieci, wsunął przedmiot do plecaka i zapominał o tym.
   Porywacze chcieli odzyskać dyskietkę, dlatego uprowadzili chłopców. Zawierała ona cenne informacje dla policji na temat grupy przestępczej zajmującą się kradzieżą dzieł sztuki.
  Po północy wyczerpani chłopcy zostali odwiezieni do domu przez nocny patrol policji. Funkcjonariusze z wyższego sztabu zabezpieczyli dyskietkę i przekazali ją do Interpolu.

sobota, 4 stycznia 2020

Rozdział V (Michał Rusin)


       Na lotnisku w Poznaniu czekał na nich tata Piotrka. Stał tam z karteczką „3boysuper”. 


     Gdy ich odnalazł, podziękował pani nauczycielce za udaną wycieczkę i zabrał dzieciaki do samochodu. Kiedy podjechali pod dom, zaprosił chłopców do środka na obiad. Po zjedzonym obiedzie chłopcy poszli do pokoju dzielić się wrażeniami z podróży.
- Ale super byli ci żołnierze w samolocie! – powiedział Piotrek.
- Noo – odpowiedzieli chórem koledzy.
      W tym czasie tata Piotrka zadzwonił do rodziców Igora i Olka z informacją, że mogą odebrać swoje dzieci. Natomiast rodzeństwo Piotrka właśnie wróciło do domu, uniemożliwiając kolegom rozmowę.
    Następnego dnia w szkole chłopcy dzielili się wrażeniami z dziećmi w klasie. Po skończonych lekcjach kumple poszli na dodatkowy angielski, który prowadził pan Michał – starszy pan z brodą i siwymi włosami. Pan Michał pomimo swojego wieku zawsze ubierał się modnie i elegancko.
- Ciekawe, czy będziemy mieli coś zadane? – zaczął Piotrek.
- Mam nadzieję, że nie, przecież mamy wypracowanie z polaka – powiedział Olek.
- I zadanie z matematyki – dodał Igor.
- O nie, jesteśmy spóźnieni!!! – krzyknął Piotrek, patrząc na zegarek.
Cała trójka zaczęła biec w kierunku sali.
    Z powodu spóźnienia na lekcji angielskiego mieli kartkówkę z czasu Past Simple. Kartkówka nie poszła dobrze Igorowi, natomiast Prosiakowi (bo tak zwracał się do niego Pan Michał) i Olkowi poszła nawet nieźle.
      W drodze do domu przyjaciele spotkali miłego, młodego pana, który opowiedział im o bezdomnych małych kotkach i zachęcił do udzielenia pomocy. Chłopcy poszli do sklepu kupić karmę i wrócili do mężczyzny, który zaprowadził ich do piwnicy, gdzie miały znajdować się koty.
      Niestety tam czekali na nich dwaj mężczyźni, którzy zarzucili na przyjaciół koce i zanieśli do ciężarówki z czarnym napisem: „POMOC HYDRAULICZNA”. Chłopcy zostali porwani.
       Tymczasem rodzice chłopców właśnie zgromadzili się w mieszkaniu Piotrka, by omówić całą tą sprawę.
- Czekamy do 21.00, jak nie przyjdą to zadzwonimy na policję – powiedział tata Piotrka.
- Dobrze – odpowiedziała mama Olka.
       Po dwudziestej pierwszej tata Igora zadzwonił na policję, by zgłosić zaginięcie. Rodzice chłopców nie mogli spać tej nocy.

poniedziałek, 16 grudnia 2019

Rozdział IV (Sergiusz Kończak)


     W samolocie Piotrek, Igor i Olek rozsiedli się wygodnie obok siebie, zaczynając od Piotrka, który siedział przy oknie. Przygotowanie do lotu się opóźniało ze względu na złą pogodę. Było wietrznie i deszczowo, jak to Anglii. Po 15 minutach przyszła stewardesa i powiedziała:
-  Witam wszystkich na pokładzie samolotu Boeing 737, lot z Londynu do Poznania. Lot będzie trwał 2 godziny. Proszę o zapięcie pasów bezpieczeństwa. Życzę państwu miłego lotu.
     Chłopcy po starcie zaczęli się rozglądać po pokładzie samolotu i ….
- Piotrek, patrz, tam są żołnierze - powiedział Igor.
- Wow, chodźcie, porozmawiamy z nimi - odpowiedział Olek.
- Przepraszamy panów, czy możemy chwilę porozmawiać? - zapytał Piotr żołnierzy.
- Tak, oczywiście - odparł jeden z nich.
- Skąd wracacie?- zapytał Igor.
- Wracamy ze szkolenia w Londynie, jesteśmy żołnierzami humanitarnymi - odpowiedział drugi z żołnierzy.
- Ja mam na imię Piotrek, a to moi koledzy Olek i Igor. A panowie jak mają na imię?
- Ja Michał, to Wojtek i Łukasz – przedstawił siebie i kumpli Michał.
- A czym się zajmujecie w Polsce? – nie odpuszczał Olek.
- Byliśmy na misji na Ukrainie - mówił Wojtek.
- Pełniliśmy tam rolę humanitarną, dbaliśmy o to, by nikomu nie działa się krzywda -mówił dalej Michał
- A czy podczas takiej pomocy musieliście walczyć o swoje życie? - dopytywał Igor.
- Tam ciągle toczy się walka o życie, ale byliśmy tam po to, żeby pomagać, a nie zabijać - mówił Łukasz.
- To bardzo odpowiedzialne zadanie dane wam przez naszego Prezydenta Dudę -powiedział Piotr.
- Tak, dlatego też jeździmy na szkolenia i ciągle się uczymy - dorzucił Wojtek.
        Nagle usłyszeliśmy dźwięk kontrolki pasów. Bardzo szybko minął nam lot.
- Dziękujemy za takie cenne informacje i że mogliśmy panów poznać – zaczął się żegnać Piotr.
- Tak, nam również było miło, jesteście bardzo grzecznymi chłopcami – powiedział Michał.
- Szanowni Pasażerowie, prosimy o zajęcie miejsc, zaraz lądujemy - powiedziała
Stewardessa.
       Pani Marta była tak zmęczona że przespała cały lot. W ciągu 10 minut samolot wylądował na lotnisku Poznań - Ławica im. Henryka Wieniawskiego. Po zatrzymaniu się samolotu wszyscy zaczęli klaskać i dziękować za wspólną i bezpieczną podróż.


piątek, 6 grudnia 2019

Rozdział III (Amelia Prażmo)


    Wieść o wyjeździe do Wielkiej Brytanii uszczęśliwiła przyjaciół. Zwłaszcza, że mieli wyjechać jeszcze tego samego dnia. Wrócili więc szybko do domu i rozpoczęli pakowanie.
    Trójkę przyjaciół na lotnisko zawiózł tata Piotrka - Przemysław Rosiak. Piotrek, Igor i Olek byli zadowoleni, ponieważ razem z nimi jechała ich ulubiona pani Marta, nauczycielka języka angielskiego.                                               

                                                                                  ⧫

    Uczniowie lecieli  samolotem i grali razem z nauczycielką w gry planszowe, najpierw w  „Double”, a potem w „Grę pozorów”. Było około godziny 21.00 i chłopcy nie mogli się już doczekać, kiedy będą w swoim hotelu. Byli zmęczeni, więc szybko skończyli grę i poszli spać.

                                                                                 ⧫

    Obudzili się pół godziny później. Przylot na wskazane lotnisko miał nastąpić o 22.00, dlatego też nie mogli się doczekać. Wzięli bagaże podręczne i szykowali się do wysiadki.

    Pięć minut później byli już na lotnisku. Dopiero wysiedli, a już podziwiali piękno Wielkiej Brytanii.
- Ale tu pięknie! -powiedział Piotr.
- No, idealne miejsce do zwiedzania – zachwycał się Igor.
- Zgadzam się z wami, ale może zwiedzanie zostawmy na jutro - dokończył wypowiedź Olek.
- Tak!- krzyknęli zgodnie Piotr i Igor.
- To już niedaleko - oznajmiła nauczycielka.
Szli tak jeszcze pięćset metrów, zanim doszli do swojego hotelu.
- Hotel pod Palmami - przetłumaczył poprawnie Piotrek.
- Czy to nasz hotel, proszę pani?- zapytał.
- Tak - odpowiedziała nauczycielka.
    Weszli do środka, pani Marta poszła po kluczyki do pokojów. Przyjaciele poszli do swoich pokoi, gdzie zjedli wcześniej przygotowaną kolację. Gdy byli gotowi do spania, było około 23.00. Pani Marta weszła w tym momencie do ich pokoju, żeby zobaczyć czy już idą spać. Byli bardzo zmęczeni.

                                                                                   ⧫

    Rano mieli pobudkę o 8.30. Pani Marta przypomniała, żeby przyszli na śniadanie. Nauczycielka wyszła z pokoju chłopców i poszła sama się szykować.
- Która godzina?- zapytał Olek.
- Już ci mówię - powiedział Igor - Jest 8.35.
- Dobra, idźmy już na to śniadanie, bo się zaraz spóźnimy - pospieszał Olek.
- A gdzie jest Piotrek? Przecież zaraz jest śniadanie - pytał Igor.
- On jeszcze nie wstał!- krzyknął Olek
- Piotrek! WSTAWAJ!!! - wrzasnęli razem.
    Piotrek wstał i poszli razem na śniadanie, nie spóźnili się mocno. Pani Marta rozumiała, że po długiej podróży jej uczniowie mogą być bardzo zmęczeni.

    Gdy wrócili po śniadaniu, poszli zwiedzać. Zaczęli od „Big Bena”, który znajdował się niedaleko ich hotelu. Musieli się jednak ciepło ubrać, ponieważ jeszcze był koniec zimy. Potem pojechali do „Hyde Parku”, przejeżdżając przez „Tower Bridge”. Gdy już to zwiedzili, przyjaciele stwierdzili, że są trochę głodni, więc nauczycielka wzięła ich na obiad. Kiedy poszli coś zjeść, było około godziny 18.00. Przyjaciele spędzili bardzo dużo czasu w „Hyde Parku”. Po zjedzeniu obiadu nauczycielka wzięła ich do hotelu, bo muszą być przecież wyspani przed jutrzejszym wyjazdem.

                                                                                ⧫

    Gdy przyjaciele byli już w swoim pokoju, rozmawiali ze sobą o tym, jak bardzo im się podobało i jak bardzo nie chcą wyjeżdżać. Byli tak szczęśliwi, że nawet nie chcieli robić nic głupiego. Poza tym pamiętali jeszcze poprzednią akcję z panem Heniem.
     Pani Marta weszła w tym momencie do ich pokoju i powiedziała, żeby już szli spać, ponieważ jutro wyjazd. Chwilę później już spali.

                                                                              ⧫

    Przyjaciele tym razem nie spóźnili się na śniadanie, wręcz przeciwnie, byli pięć minut za wcześnie.
    Po jedzeniu mieli wyjechać już do domu, ale pani Marta dowiedziała się, że przełożyli wylot na godzinę 15.00. Stwierdziła że Piotrek, Olek i Igor byli wyjątkowo grzeczni i jak się szybko spakują, to mogą jechać na „London Eye”. Musieli się najpierw spakować, ponieważ mieli opuścić już hotel.

    Przyjaciele cieszyli się. Gdy dotarli, godzinę jeździli na kole. Musieli jednak skończyć, ponieważ wkrótce trzeba było jechać dalej, żeby nie spóźnić się na lotnisko.
    Dojechali na miejsce i wsiedli do samolotu.